- To nie może być tak, że seniorzy w naszym mieście nie mogą swobodnie wyjść ze swoich mieszkań, bo ciężko jest im się poruszać po klatce schodowej - mówił Marcin Warchoł. Tym razem zaproponował on windy dla seniorów.
Mimo że groźba przełożenia terminów wyborów prezydenckich w Rzeszowie jest coraz bardziej realna, to poszczególni kandydaci wcale nie zaciągają "ręcznego hamulca". Składają kolejne obietnice dla mieszkańców.

Ewa Leniart proponuje miejską sieć domów, a Warchoł windy

Fakt wzajemnego "odgapiania" inicjatyw przez poszczególnych kandydatów od swoich rywali jest wyraźnym elementem tej kampanii. W czwartek 8 kwietnia kandydaci z obozu rządzącego Polską znów rzucili propozycje w nowym obszarze. Tym razem polityki senioralnej. Przed południem Ewa Leniart zaproponowała stworzenie miejskiej sieci domów opieki dla seniorów.

- Obowiązkiem miasta jest troska o jakość życia osób starszych. Musimy stworzyć im godne warunki do integracji i rekreacji oraz umożliwić aktywne spędzanie czasu. W Rzeszowie musi powstać sieć dziennych domów seniora. To będzie jeden z moich priorytetów jako prezydenta Rzeszowa - zapowiedziała dr Ewa Leniart podczas briefingu prasowego przed siedzibą Dziennego Ośrodka Opieki przy ul. Granicznej na rzeszowskim osiedlu Drabinianka. Więcej o tym pisaliśmy tutaj: Rzeszów. Ewa Leniart proponuje udogodnienia dla seniorów

Marcin Warchoł nie pozostał jej dłużny. W ten sam dzień, o godz. 20.00 ustawił się ze swoim sztabem, a także byłym już prezydentem Tadeuszem Ferencem na os. 1000-lecia, i na bloku przy ul. Rycerskiej 15 z "wielką pompą" zaproponował budowę w blokach zewnętrznych wind dla mieszkańców. Urządzenia miałby służyć głównie seniorom.

- Często zdarza się, że nasi drodzy seniorzy czują się w swoich mieszkaniach jak w klatkach. Nie mogą wyjść zwyczajnie po zakupy, bo po prostu zdrowie im na to nie pozwala. Mieszkanie na wyższych piętrach jest dla nich zwykłym utrpaieniem - tłumaczył Marcin Warchoł.

Według niego idealnym rozwiązaniem byłaby budowa zewnętrznych wind. Miałyby być one montowane w blokach, pozbawionych wewnętrznych mechanizmów.

- Są to lekkie i bezpieczne konstrukcje, które w innych miastach sprawdzają się w idealny sposób - mówił dalej Warchoł. Zaznaczył także, że jego pomysł nie wziął się z księżyca, ale czymś naprawdę realnym.



Tylko skąd na to wziąć pieniądze?

Pomysły kampanijne Marcina Warchoła, szczególnie niektóre, wydają się naprawdę interesujące. Niestety w większości przypadków nie mówi on, skąd Rzeszów miałby brać pieniędzy na ich realizację? Na przykład jeszcze przed Świętami Wielkanocnymi, obiecywał on budowę łącznika Drogi Krajowej nr 94 z DK nr 97. Koszt tej inwestycji wyceniał na około 50 mln, nie podał niestety źródeł finansowania. Naszym zdaniem koszt budowy 6-7 km dogi łączącej DK 97 i Dk 94 powinien wynieść minimum 250 mln zł. Skąd miasto miałoby wziąć na to pieniądze?

Zdaniem Warchoła w przypadku wind, z punktu widzenia miasta koszty mają być dość niskie. - Koszt budowy takiej windy wynosi ok. 200 - 300 tys. zł. Będzie ona dużym ułatwieniem dla mieszkańców, poprawiającym znacząco jakość życia - przekonywał M. Warchoł.

Problem jednak w tym, że miasto nie może inwestować w windy na blokach położonych np. przy ul. Rycerskiej, ponieważ są one zarządzane przez Rzeszowską Spółdzielnię Mieszkaniową, a ta podobnie jak Spółdzielnie Energetyk, czy Zodiak, to prywatne podmioty. Po cóż więc Marcin Warchoł zrobił efektowną prezentację windy na ścianie bloku, której miasto nie dofinansuje? Czy chciał tym jedynie uwieść wyborców?

- Jeżeli mieszkańcy mi zaufają, skonstruuje sprawny system finansowania, tak aby nie przenosić kosztów na mieszkańców. Przykładem może być tu np. program "Dostępność Plus", który pozwala pozyskiwać pieniądze na infrastrukturę poprawiającą jakość życia osób starszych i niepełnosprawnych. Będę chciał wykorzystać wszelkie możliwości - zapewniał Warchoł.

Wspaniale, można by powiedzieć. Tylko jest mały szkopuł, program "Dostępność Plus" przygotowany został na poziomie rządu Zjednoczonej Prawicy. Korzystać z niego mogą m.in. spółdzielnie, wspólnoty mieszkaniowe i TBS-y, podmioty tworzące system szkolnictwa wyższego i nauki oraz instytucje kultury, ale...program ten opiera się o pożyczki, które trzeba będzie oddać.

Wiceminister Sprawiedliwości zapewnia, że nie chce przenosić kosztów na mieszkańców. Jak jednak spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe będą mogły zbudować te windy, jeśli miasto nie może ich finansować, a program "Dostępność Plus" oparty jest o pożyczki? Spółdzielnie musiałby skądś te pieniądze zdobyć. Mogłyby np. podnieść opłaty na fundusz remontowy. Ostatecznie za windy zapłaciliby mieszkańcy.

Warchoł: Inspirują mnie mieszkańcy i Pan Ferenc

To była kolejna z tego typu konferencji, na której w towarzystwie Marcina Warchoła pojawił się były włodarz miasta Tadeusz Ferenc.

- Patrzę na to wszystko, co obiecuje Pan Marcin Warchoł, i jestem dumny, że mogę wspierać takiego kandydata. Jeśli mieszkańcy mu zaufają, będzie on wspaniałym prezydentem. Od trzech lat razem współpracujemy, i jeszcze nigdy się na nim nie zawiodłem - mówił Tadeusz Ferenc.

Były włodarz miasta przypomniał tutaj, chociażby podpisanie aktu notarialnego, na mocy którego Zamek Lubomorskich powróci niebawem do miasta, a w zamian za to Stolica Podkarpacia przekaże resortowi sprawiedliwości działkę pod budowę nowej siedziby Sądu Okręgowego.

Dłużny nie pozostawał mu Marcin Warchoł, który mówił, że ten pomysł nie jest jego, ale mieszkańców. - Ja tylko się zainspirowałem tym, co na co dzień mówią mi mieszkańcy naszego wspaniałego miasta. To są naprawdę proste konstrukcje [windy zewnętrzne]. Ich montaż trwa dwa, trzy miesiące. Jest do zrobienia w okresie letnim, bez większych utrudnień - mówił Marcin Warchoł.

Wiceszef resortu sprawiedliwości zaznaczył także, że jeśli zostanie wybrany na urząd prezydenta, to Tadeusz Ferenc w dalszym ciągu będzie mieć znaczący wpływ na decyzje w mieście.