14 czerwca 2021 r., dzień po wyborach, Pan Marcin… Wróć! Pan dr hab. Marcin Warchoł napisał na Facebooku: „(…) Cieszy mnie także, że ponad 8,5 tys. głosów w wyborach na prezydenta, to o kilka tysięcy więcej niż otrzymałem w wyborach do Sejmu w 2019 r. w Rzeszowie. To znak, że mieszkańcy dostrzegają moją pracę i będę ją nadal z determinacją kontynuował – dla Rzeszowa i całego Podkarpacia”.
Jeśli ktoś mi nie wierzy na słowo, może sprawdzić. Post niezmiennie od paru tygodni znajduje się na tablicy Pana Ministra i niedoszłego Prezydenta Miasta. Słowa te mogłyby wskazywać czytelnikowi, iż kandydat, choć przegrał, ma poczucie misji i wie, co znaczy służyć zarówno swoim wyborcom, jak i mieszkańcom.

Tymczasem wczoraj, w komentarzach pod jednym z tekstów na fb naszego portalu Rzeszów112.pl, dotyczącym zmiany rozkładów jazdy rzeszowskich autobusów, rozgorzała gorąca dyskusja. Kiedy jeden z naszych czytelników wspomniał o możliwości powstania kolejki nadziemnej w Rzeszowie, zdecydowaliśmy się jako redakcja wywołać do tablicy Autora powyższych słów. Nie było chyba w tym nic dziwnego – dziennikarze nie zapominają, a monorail stanowił jedno z głównych haseł Marcina Warchoła w trakcie kampanii prezydenckiej. Ogłoszono nawet, iż są prowadzone zaawansowane prace nad zmianami prawnymi, które umożliwiłyby powstanie kolejki nadziemnej nie tylko w Rzeszowie, ale i w innych polskich miastach (główną blokadą dla jej stworzenia są właśnie panujące w Polsce przepisy).

I choć sam zainteresowany zdecydował się odpowiedzieć nam serią komentarzy pod artykułem, to jednak rzeszowianie nie oczekiwali chyba takiej reakcji. Z lektury wypowiedzi Pana Ministra można się było bowiem dowiedzieć, że żadne zmiany prawne nie są procedowane, gdyż… mieszkańcy miasta wybrali innego kandydata. Co więcej, wedle Jego słów, proponowane rozwiązania nie dotyczyły całej Polski, ale… wyłącznie Rzeszowa. Jest to o tyle interesujące, iż, w świetle tego stwierdzenia, nasze miasto wydaje się być nie tyle częścią Polski, co autonomicznym tworem, który podlega zupełnie innym, odrębnym prawom. Czy tak rzeczywiście jest? No raczej nie… Wpisałem sobie przed chwilą w wyszukiwarkę frazę ‘Rzeszowski Obwód Autonomiczny’, ale nic mi nie wyskoczyło. Wychodzi zatem na to, iż Pan Minister, po wyborczej porażce, stara się całkowicie odciąć od miejsca, w którym jej doznał. Tylko że w takim wypadku zapomniał jednocześnie, iż w dalszym ciągu jest jeszcze posłem RP z naszego regionu. I co teraz?

I żeby nie było, Pan dr hab. Marcin Warchoł to z pewnością człowiek sukcesu. Urodził się w miasteczku na Podkarpaciu, by finalnie zostać absolwentem najlepszego Wydziału Prawa w kraju (czyt. Uniwersytetu Warszawskiego). W wieku 38 lat zdobył habilitację, a wkrótce potem mandat poselski. Dodatkowo jest wiceministrem sprawiedliwości, a mówiąc ściślej, sekretarzem stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości. Taka historia mogłaby stać się przykładem dla wielu młodych mieszkańców Podkarpacia. Co więcej, czyni ona jej bohatera jednym z najbardziej wpływowych posłów naszego regionu.

Jednakże zamiast tego, Pan Minister zdecydował się zapomnieć o Podkarpaciu i swoich wyborcach, na rzecz wkroczenia na wojenną ścieżkę. Czy jednak naprawdę warto? I kolejne pytanie, w imię czego? W przypadku kolejnej próby walki o rzeszowski Ratusz, otrzyma on już na starcie spory elektorat negatywny. Trudno bowiem oczekiwać, aby rzeszowianie masowo zagłosowali na człowieka, który się od nich odciął, i którego obietnice mają bardziej formę szantażu, aniżeli rzeczywistej chęci pomocy mieszkańcom. Trochę to smutne w kontekście tych 8,5 tys. ludzi, które oddało na niego głos w ostatnich wyborach... Gdyby doszło do kolejnych wyborów, to możliwe, że nawet oni mogliby mieć problem z postawieniem krzyżyka przy kandydacie „WARCHOŁ Marcin Józef”.

Czy jest to w takim razie zemsta? Jeśli tak, to może lepiej będzie dla wszystkich, jeśli Pan Marcin Warchoł po prostu zwróci mandat poselski? Osoba z jego kompetencjami spokojnie może liczyć na długą i owocną karierę w Warszawie. Wtedy nie będzie musiał udawać, że zależy mu na Rzeszowie i jego mieszkańcach Z kolei wyborcy z Podkarpacia, a zwłaszcza z Rzeszowa, z pewnością ucieszyliby się na wieść, że reprezentować ich będzie ktoś spośród nich. Ktoś, kto zna problemy mieszkańców i rozmawia z nimi częściej, niż tylko w trakcie kampanii. Ktoś, dla kogo interes mieszkańców jest równoznaczny z jego interesem...