Efektem znacznego przekroczenia dozwolonej liczby wiernych w kościele była ośmiokrotna wizyta policjantów. Kuria wezwała już "na dywanik" mężczyznę podejrzanego o te donosy.
Cała sprawa rozegrała się w zeszłym tygodniu w kościele w Czudcu. Według zasad epidemicznych w budynku mogło przebywać jednocześnie maksymalnie 42 osoby, tymczasem zdaniem mężczyzny zgłaszającego sprawę na policji, liczba ta była znacznie przekroczona.

Na ten moment w trzech przypadkach prowadzone są czynności wyjaśniające, natomiast w przypadku czterech zgłoszenia nie potwierdzono, a zastosowano jedynie pouczenie.

Sprawą "donosiciela" zajęli się także parafianie, którzy postanowili wsiąść sprawy we własne ręce. Nie skończyło się bowiem na prośbach "o nawrócenie się oraz cudownym uzdrowieniu".

Kuria wzywa "na dywanik"

Całą sprawę jako pierwsza przedstawiła rzeszowska Gazeta Wyborcza. Mężczyzna opisał dziennikarzom sytuację, w której rozmawiał z księdzem o sytuacji epidemicznej podczas mszy, po czym został wezwany do kurii ws. złożenia wyjaśnień. Jednak nie zgodził się na spotkanie z księdzem kanclerzem.

- Nie zgadzam się z zarzutem, że zachowuję się nagannie wobec księży z parafii w Czudcu. A stwierdzenie, że działam na szkodę parafian, jest niedorzeczne i mnie obraża - wyjaśnia.

Na terenie Czudca rozwieszono plakaty z podobizną mężczyzny, który zgłaszał policji złamanie obostrzeń. Platany miały zawierać również treści obrażające zgłaszającego. Mężczyzna miał usłyszeć także groźby karalne z ust innego parafianina, dlatego postanowił zgłosić sprawę na policję.

Do sprawy odniosła się także rzeszowska kuria. - Chcemy spotkać się z tym mężczyzną, a także poznać stanowisko proboszcza. Nie wiemy kiedy dojdzie do tego spotkania - wyjaśnia Gazecie Wyborczej rzecznik kurii ks. Tomasz Nowak.