Były samorządowiec, a także poseł z ramienia PO, Marek Poręba wycofał się ze startu w wyborach na prezydenta Rzeszowa. Swojego poparcia udzielił Konradowi Fijołkowi.
O możliwym starcie Marka Poręby w wyborach na prezydenta Rzeszowa pisaliśmy blisko dwa tygodnie temu. Wtedy były szef PO w Rzeszowie w swoim wpisie w mediach społecznościowych wyrażał wstępną deklarację w nadchodzących wyborach. Więcej o tym pisaliśmy tutaj: Rzeszów. Jest kolejny kandydat na prezydenta ?

Poręba: Nie oddamy Rzeszowa ludziom pokroju Obajtka

Oficjalnym powodem wycofania się byłego szefa PO w Rzeszowie w wyborach na prezydenta jest niechęć do rozbijania głosów wyborców na opozycji, i poparcie tej kandydatury, która ma największe szanse.

- Nie wystartuje w nadchodzących wyborach. Powód jest jeden. ONI się dzielą, dlatego my musimy się łączyć. I o tym rozmawialiśmy z przyszłym Prezydentem Rzeszowa Konradem Fijołkiem. Mamy wiele wspólnego. O wygranej może zdecydować każdy głos. Decyzja mogła być tylko jedna. Konrad, z którym się znamy od wielu lat, zaprosił mnie do współpracy, wsparcia a z mojej strony były dwie prośby. Pierwsza to włączenie do swojego programu wizji Rzeszowa młodych zawartej w programie "Pokolenie 2000". Druga to utworzenie przy Prezydencie stałego Zespołu Monitorowania Sytuacji Pandemicznej w Rzeszowie i Aglomeracji, mającej na celu wszelkie możliwe działania wsparcia dla tych, których bezpośrednio lub pośrednio dotknęła pandemia - czytamy w jego wpisie na mediach społecznościowych.

Przez ostatnie tygodnie mamy także do czynienia w mediach z historią Daniela Obajtka (prezeza Orlenu), wokół którego pojawiają się poważne zarzuty względem posiadanych przez niego nieruchomości (podobnie jak w przypadku Mariana Banasia i jego "pokoi na godziny"). Marek Poręba przekonuje w swoim wpisie, że Rzeszów nie może się dostać w ręce ludzi pokroju Obajtka.

- Nie możemy oddać Rzeszowa ludziom, którzy wierzą w sposób zarządzania a'la Obajtek. Nie możemy oddać Rzeszowa w ręce ludzi, dla których taki typ zarządzania jest wytłumaczalny i twierdzą, że nic się nie stało - czytamy w dalszym wpisie.