Mężczyzna po pijaku spowodował kolizję w Mielcu. Porzucił swoje auto w rowie, zabrał ze sobą jedynie tablicę rejestracyjną. Następnie schował się na własnym strychu.

Ucieczka jak z filmu ,,Głupi i głupszy”


We wtorek, 29 czerwca br. mieleccy policjanci interweniowali na miejscu zdarzenia drogowego w Grzybowie. Według relacji informatorów, doszło tam do kolizji. Kiedy mundurowi dotarli na miejsce, zastali w przydrożnym rowie osobowego fiata. Uszkodzone zostało też ogrodzenie pobliskiej posiadłości.

W samochodzie nie było jednak kierującego. Naoczni świadkowie zeznali, że mężczyzna który kierował samochodem tuż po zdarzeniu wysiadł z pojazdu, zdjął tablice rejestracyjne i poszedł w nieznanym kierunku.

Fiasko nieprzemyślanej ucieczki-nie najmądrzejsze posunięcie rodziny uciekiniera


Już chwilę po wysłuchaniu wszystkich zeznań funkcjonariuszom udało się ustalić, kto może być właścicielem pojazdu i pojechali do miejsca zamieszkania mężczyzny. Na miejscu zastali członków rodziny, którzy zaprzeczali, że mężczyzna jest w domu. Jak się później okazało, złożyli fałszywe zeznania wobec policjantów na służbie.

Aby znaleźć sprawcę kolizji i uszkodzenia mienia prywatnego, do miejsca jego zamieszkania wezwano policyjnego przewodnika wraz z psem tropiącym. Czujny nos Barego szybko doprowadził do miejsca, w którym mógł przebywać kierowca fiata. Policjanci sprawdzili strych budynku mieszkalnego, na który zaprowadził ich pies. Dokładnie tam schował się 36-letni mężczyzna przed funkcjonariuszami. Ukrywał się za starym materacem.

Zarzuty dla nieodpowiedzialnego kierowcy spod Mielca


Po znalezieniu winnego kolizji, został on standardowo przebadany na zawartość alkoholu w organizmie. W tamtej chwili wciąż miał blisko 3 promile. Mężczyzna został zatrzymany w policyjnym areszcie w celu wytrzeźwienia.

Dzień później, funkcjonariusze przedstawili mu zarzut kierowania w stanie nietrzeźwości. Winny przyznał się do przedstawionych mu zarzutów i złożył wyjaśnienia. W sprawie trwają dalsze czynności śledcze.