W meczu turnieju Ośmiu Narodów kadra Polski do lat 20 w Rzeszowie nie pokazała niespodzianki. Choć przy tak dość niskim poziomie remis z Niemcami można powiedzieć, że jest sensacją.
Dla kibiców w Rzeszowie przyjazd reprezentacji Polski, nawet do lat 20 jest niecodziennym wydarzeniem. Choć spotkanie z Niemcami było można powiedzieć tylko jednym z kilku w ramach turnieju Ośmiu Narodów, to można było oczekiwać, że Biało-Czerwoni zaprezentują satysfakcjonujący poziom. Tymczasem było zupełnie inaczej.

Polska - Niemcy 0:0

Polska: Lotka - Peda, Łopata, Tkocz - Żukowski (63 Iskra), Struski (63 Kałuziński), Biegański (46 Knap), Kocyła (46 Pyrka), Piła (62 Terpiłowski), Maćkowiak (46 Eizenchart) - Zych (46 Mas).

Niemcy: Atubolu - Beifus, Lawrence, Schmidt - Asta, Martel, Nebel, Messeguem (67 Röhl), Obuz (67 Dajaku) - Knauff (80 Kehrer), Jastremski (67 Beier). Trener Christian Woerns.

Od początku spotkanie toczyło się głównie w środku pola. Większość akcji były szarpanych, a spory wpływ na to miał fakt, że obie kadry w takim zestawieniu widzą się pewnie po raz pierwszy i ostatni. Choć Biało-Czerwoni próbowali kreować grę, ale wychodziło im to maksymalnie do 30. metra. Choć mieli po swojej stronie kilka okazji do strzelenia bramek ze stałych fragmentów gry, ale żadnej z nich nie potrafili wykorzystać.

Z kolei Niemcy, choć prezentowali większą kulturę gry, ale ich poziom także nie był zbyt imponujący. Jedną doskonałą sytuację mieli jednak po rzucie rożnym: Eric Martel główkował jednak w słupek, a dobitkę Ansgara Knauffa z 5 m doskonale obronił Marcel Lotka.

Tak naprawdę nieco lepszy mecz, ale nie dobry, oglądaliśmy dopiero w ostatnich 20 minutach spotkania, kiedy na boisku było już po kilku rezerwowych. Wtedy to Polacy mieli najlepszą okazję na zwycięską bramkę, gdy na niemal czystej pozycji po indywidualnej akcji znalazł się Arkadiusz Pyrka, jednak uderzył z 14 m za lekko i Noah Atubolu nie miał kłopotów z interwencją.

Niemcy zaś po przerwie po raz drugi obili „ramki” polskiej bramki; uczynił to w 73. minucie dalekim strzałem Paul Nebel.