Życie jest jak kalejdoskop. Jeszcze niedawno wszyscy mieliśmy obawy, że działacze PiS na czele z prezesem, premierem i wicemarszałkiem Sejmu próbują wyciągać nas z Unii Europejskiej. Dziś, gdy opinię publiczną zajmuje kryzys na granicy polsko – białoruskiej oraz wzrost zakażeń na Covid - 19 a także drożyzna, wraz z fatalną sytuacją gospodarczą, jakbyśmy zapomnieli o niebezpieczeństwie Polexitu.
Powyższe problemy są oczywiście sprawami ważkimi. Jednak naszej uwadze absolutnie nie może umknąć fakt, że politycy PiS nadal coś w sprawie dalszego funkcjonowania Polski w UE knują. Być może jest wręcz tak, że wskazane problemy są na rękę rządzącym, służąc im jako zasłona dymna do odwracania naszej uwagi.

Nie czytuję Naszego Dziennika. Czasem jednak warto to robić po to tylko, aby wiedzieć, czym karmią swój elektorat politycy Zjednoczonej Prawicy. Oto bowiem zamieszczony w rzeczonej gazecie artykuł Ryszarda Terleckiego z 12.11. bm. jest w kontekście naszych rozważań bardzo znamienny. Autor prezentuje w nim obawy związane z możliwością utraty władzy przez węgierski Fidesz. Wicemarszałek polskiego Sejmu twierdzi mianowicie, że przegrana partii Viktora Orbana będzie dla Polski "stratą ważnego sojusznika, który w sporach z łamiącymi traktaty instytucjami europejskimi zawsze staje po naszej stronie". Chciałoby się zapytać, jaką stronę wicemarszałek ma na myśli. Trudno bowiem nie odnieść wrażenia, że chodzi mu tu raczej o wspieranie PiS -u, a nie Polski. Ciekawym zabiegiem jest też odwracanie porządku sytuacji. Faktycznie jesteśmy w sporze z instytucjami unijnymi, ale nie dlatego, że to one łamią traktaty, tylko odwrotnie, gdyż to Polska rękoma pisowskiego rządu się tego dopuszcza. Sympatyk PiS może mieć zatem problem, w zrozumieniu, na czym ten spór tak naprawdę polega. I jest to chyba najbardziej niebezpieczne zjawisko w całym tym zamieszaniu. Czytając bowiem tekst Ryszarda Terleckiego, przeciętny wyborca PiS już na wstępie będzie miał wyrobione zdanie o tym, kto jest winny całej tej awantury.

Ryszard Terlecki pisze w swym tekście o pseudochadekach (mając prawdopodobnie na myśli EPP), przedstawia Unię Europejską jako organizację rządzoną przez zdegenerowanych liberałów i lewicę. Obrońcą prawdziwych cnót i wartości ma być właśnie Fidesz oraz zapewne w myśli wicemarszałka również PiS. Naprawdę trudno czytać tę fantasmagorię, w myśl której UE ma zmienić się niebawem w jakieś superpaństwo rządzone, co sugeruje wybitny profesor historii, z Brukseli i Berlina.

Dość śmiesznie prezentuje się obawa Terleckiego o to, że na Węgrzech opozycja jednoczy się, tylko po to, by pokonać partię Orbana. Można by zapytać z sarkazmem: "Faktycznie! Jak oni tak mogą"? Czyżby Ryszard Terlecki miał ochotę iść w tej sprawie śladami Putina? Wszak sojusz Orbana z prezydentem Rosji nie jest żadną tajemnicą, więc nigdy nic nie wiadomo. Natomiast co do sytuacji w Polsce, to Ryszard Terlecki chyba może być spokojny. Dziś bowiem nic nie wskazuje na to, by polityków opozycji stać było na schowanie do kieszeni własnych ambicji i pójście do wyborów wspólnym frontem.

Ryszard Terlecki kończy swą wypowiedź stwierdzeniem, że ponowne zwycięstwo Fideszu będzie "sygnałem dla wszystkich partii konserwatywnych w całej Europie, że przeciwstawianie się dekadenckim i antydemokratycznym tendencjom, dominującym w Brukseli […], może być drogą do politycznego sukcesu". Ostatnie słowa wicemarszałka przyprawiają o ciarki, ale również odsłaniają polityczne plany PiS. Oto bowiem partia władzy, podobnie jak kiedyś David Cameron w Wielkiej Brytanii, chce rozniecić nastroje antyunijne po to, by zapewnić sobie kolejną elekcję. Kaczyński nie myśli o konsekwencjach takiej polityki. Dla niego bowiem jej jedynym sensem jest posiadanie i utrzymanie władzy.

Zatem warto mieć zawsze oczy szeroko otwarte. Już dziś zadowolenie z naszego członkostwa w UE nieznacznie się wśród Polaków zmniejszyło. Na razie to jeszcze nie jest dramat. Zapewne jest to jednak istotna lampka ostrzegawcza. PiS przecież nie chce oddać władzy i wykorzysta każdy sposób, aby ją obronić. Jarosław Kaczyński nie będzie miał skrupułów. Za dalsze trwanie przy władzy gotów jest zapłacić każdą cenę. Ostatnie wydarzenia na polsko - białoruskiej granicy czy też bierność w sprawie rozpędzającego się Covid -19 wyraźnie to pokazują. Wobec tego wyjście z UE nie będzie dla lidera PiS jakąś wielką ofiarą, a jego głównego, politycznego partnera, Zbigniewa Ziobry, może wręcz okazać się miłą niespodziankę