Co jakiś czas, możemy usłyszeć o tym, że na boiskach ligowych dzieją lub działy się dziwne rzeczy, o których będzie się długo pamiętać. Niewątpliwie, jednym z takich spotkań był pojedynek w ramach 3 kolejki Suzuki 1 Ligi Mężczyzn. To, co działo się w Krośnie, na pewno zostanie w naszej pamięci przez długi czas.

Składy

Miasto Szkła: Ciechociński, Krzywdziński, Oczkowicz [C], Szczypiński, Wieloch
Rezerwowi: Ciesielski, Czujkowski, Jankowski, Laczyński, Szwedo, Wałciszewski, Żmudzki
Trener: Radomski

Księżak Łowicz: Bodych, Fatz, Kobus, Kucharek, Stopierzyński
Rezerwowi: Jakubiak, Kramarz, Świderski, Wluszczyński [C]
Trener: Spychała

Przebieg spotkania

Samo spotkanie, można by podzielić na akty. Zupełnie jak w dobrym dramacie wystawianym w teatrze.
Pierwszą kwartę bardzo mocno rozpoczęli goście, od dwóch rzutów za "3". Później co prawda Miasto Szkła zaczęło trafiać, jednak przewaga gości, mimo wielu błędów indywidualnych, systematycznie rosła. W szczytowym momencie wyniosła nawet 12 punktów. Wtedy jednak, krośnianie jakby wrzucili drugi bieg i zniwelowali ją do zaledwie 3 oczek. Goście prowadzili przede wszystkim dzięki rzutom osobistym, których mieli aż 8. Warto to zapamiętać, bowiem to właśnie rzuty osobiste, zadecydowały o ich zwycięstwie.
Żeby było ciekawiej, początek drugiej kwarty to przewaga Miasta Szkła, które wyszło nawet na 3 pkt prowadzenie. Wtedy jednak znów zaczęły się dziać przedziwne rzeczy. Podobnie jak w pierwszej części, tak i teraz, gospodarze zdobywali znacznie więcej punktów z gry (16:14), ale goście trafili aż 6 razy za "3"... oraz zdobyli 8 pkt z osobistych przy zaledwie 4 gospodarzy. Nikogo nie dziwił więc wynik 35:56.
Trzecia kwarta o dziwo, była dość normalna. Stosunkowo niewiele rzutów padało zza obwodu (po 2) oraz niewiele mieliśmy rzutów osobistych. Przewaga gości wciąż była widoczna, jednak świetnie w obronie zaczęli sobie radzić gospodarze. Niwelowali oni powoli przewagę. Do 14, 12, 11, 8, 6... skończyło się na 9, a to zapowiadało olbrzymie emocje w ostatniej kwarcie.
Czwarta kwarta może nosić nazwę "kosza totalnego". Ani jedna, ani druga drużyna nie miały zamiaru odpuszczać. Poszły na całkowitą wymianę ciosów. Za każdym razem gdy Krosno już prawie miało Łowicz, Ci wrzucali drugi bieg i odskakiwali. O wyniku zadecydowały ponownie rzuty osobiste, których aż 7 (przy ani jednym gospodarzy) mieli goście. To dało im zwycięstwo w stosunku 72:79.
Trzeba przyznać, że nie codziennie zdarza się, żeby drużyna, która zdobywa tylko 57 pkt z gry, pokonywała ekipę, która miała ich aż...20 więcej. W tym spotkaniu nie zadecydowały detale a porażająca skuteczność z "koła" oraz linii rzutów osobistych. 22 rzuty osobiste trafione przez gości, przy zaledwie 9 gospodarzy. 11 rzutów "za 3" łowiczan przy 7 krośnian. To jest jednak właśnie to, za co kochamy koszykówkę i dlaczego cieszy się ona naszą sympatią.

Spotkanie Miasta Szkła z Książkiem Łowicz