W poniedziałek na rzeszowskim Rynku odbyła się pikieta środowisk lewicowych pod hasłem "Międzynarodowy Dzień Bezpiecznej Aborcji". Podczas spotkania aktywistki i aktywiści opowiadali jak wygląda tak zwane "podziemie aborcyjne" w Polsce. Na koniec spotkania kilku mężczyzn wdało się w żywą dyskusję, która przerodziła się w awanturę. Interweniowała policja.
W zeszłym roku w Polsce oficjalnie dokonano 1 110 aborcji. Jak szacuje Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, co roku 150 tysięcy Polek poddaje się zabiegowi przerwania ciąży. Najczęściej w podziemiu, w konspiracji, w upokorzeniu, w strachu - a to wszystko za bajońskie sumy. Niektóre decydują się na wyjazd zagranicę: do Czech, Austrii, Wielkiej Brytanii, Holandii, na Słowację czy wreszcie do Niemiec. Czy musi tak być? Czy w Polsce nie można wyprowadzić aborcji z ukrycia? Ucywilizować, edukować i kontrolować zdrowie kobiety? Na te i inne pytania starały się odpowiedzieć podczas poniedziałkowego spotkania aktywistki Manify i Lewicy oraz aktywista Akcji Socjalistycznej.

Dzisiejsze spotkanie informacyjne odbyło się z okazji Światowego Dnia Bezpiecznej Aborcji i dotyczyło przede wszystkim tematu dostępu do aborcji. W społeczeństwie króluje mnóstwo mitów na temat aborcji, a wiele przekazywanych informacji jest nierzetelnych, bądź wprost kłamliwych. Prawo do aborcji to prawo człowieka. Takie spotkania jak dzisiejsze są potrzebne, by edukować społeczeństwo. Edukacja, szczególnie w temacie aborcji, może uratować czyjeś życie - mówi Dorota Grochala z rzeszowskiej Manify.

- Z uwagi na tzw. kompromis aborcyjny, kwitnie podziemie aborcyjne przede wszystkim w internecie. Istnieją strony Women Help Women, ciocia Basia, Aborcyjny Dream Team i inne, gdzie można otrzymać pomoc, poradę. Można tam się dowiedzieć gdzie zamówić tabletki, przeprowadzić aborcję, otrzymać pomoc w trakcie i po aborcji. Są tam osoby, które nie oceniają tylko pomagają - wturuje Agnieszka Itner z rzeszowskiej Lewicy.

Spotkanie przerwane zostało przez trzech podchmielonych mężczyzn, którzy zaczęli się przekrzykiwać z lewicowymi aktywistami. Interweniowała policja. Monolog wzęli za dialog, nie dopuszczając do głosu kobiety. Niestety, otrzymali takie wychowanie "gdzie pan mówi, kobieta ma słuchać" - podsumowuje Agnieszka Itner.