Grzegorz Braun zażądał przeprosin od Radia Zet za wyrzucenie go z niedzielnej debaty. Jednak zarówno odpowiedź redakcji, jak i samego dziennikarza nie pozostawiają żadnych złudzeń.
Przypomnijmy, w niedzielę 6 czerwca na antenie Radia Zet, podczas debaty kandydatów na prezydenta Rzeszowa, doszło do niecodziennej debaty. Grzegorz Braun dwukrotnie użył wobec osób oraz środowisk słów uznawanych powszechnie za obraźliwe.

Za pierwszym razem środowisko LGBT nazwał dewiacją, a kilkanaście minut później Ministra Zdrowia Adama Niedzielskiego porównał do "szkolonego psychopaty". Po tym drugim sformułowaniu czara goryczy się przelała, w konsekwencji czego prowadzący tę debatę Andrzej Stankiewicz wykluczył polityka Konfederacji z tego programu.

Jednak zarówno politykom Konfederacji, jak i samemu kandydatowi się to nie spodobało. W poniedziałek 7 czerwca wystosował pismo do redakcji w którym zażądał przeprosin, a wobec samego dziennikarza wyciągnięcia stosownych konsekwencji. Więcej o tej sprawie pisaliśmy tutaj: Grzegorz Braun żąda konsekwencji wobec Radia Zet

Jest odpowiedź Radia Zet na żądanie Grzegorza Brauna

Na odpowiedź ze strony Radia Zet również nie musieliśmy długo czekać. Do sprawy odniósł się sam redaktor naczelny, Michał Celeda. Jego zdaniem takich ruch był jak najbardziej uzasadniony, ponieważ w programach stacji nie ma miejsca na mowę nienawiści, która wielokrotnie przyczyniała się do tragicznych wydarzeń.


Do sprawy odniósł się również sam prowadzący tę debatę dziennikarz Andrzej Stankiewicz. Ze spokojem patrzy on na to jak Konfederacja poskarży się do wszystkich możliwych instytucji, na każdej instancji.

- Nie oczekuję od niego akceptacji dla LGBT, ale na moje pytanie mógł odpowiedzieć, że nie zgodzi się na marsz środowisk LGBT, bo nie akceptuje ich postulatów. Podobnie w drugiej kwestii. Mógł odpowiedzieć na moje pytanie, że nie wierzy w pandemię, bo uważa, że rząd nas okłamuje, a minister Niedzielski nam szkodzi. Ma pełne prawo do używania takich słów. Natomiast mówienie o dewiantach czy psychopatach jest odzieraniem ludzi z godności. Na to się nie zgodzę. Takich gości będę wykluczał bez względu na to, z jakiej będą partii - powiedział w rozmowie z dziennikiem "Fakt".