Policjanci w Krośnie i Sanoku oraz funkcjonariusze Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej "postawieni na nogi". Otrzymali informację o grupie około 10 nielegalnych imigrantów na terenie gminy Rymanów. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna.
Asp. sztab. Paweł Buczyński z KMP w Krośnie potwierdził, że 16 listopada około godziny 12 policjanci otrzymali informację o osobach znajdujących się w miejscowości Bzianka w gminie Rymanów, które w nielegalny sposób miały przekroczyć granicę Polski ze Słowacją.

- Przybyli na miejsce policjanci nie potwierdzili treści zgłoszenia. Okazało się bowiem, że wskazane osoby to pracownicy firmy realizującej projekt melioracji w rejonie pasa drogowego - powiedział asp. sztab. Paweł Buczyński z KMP w Krośnie.

Major SG Elżbieta Pikor, rzecznik prasowy Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej dodała, że z informacji, jaka dotarła do pograniczników wynikało, że grupa około 10 osób była widziana przy drodze w kierunku Beska. Zdaniem zgłaszającego ludzie ci mieli mieć mokre ubrania, byli umorusani w błocie, wobec tego mogli to być nielegalni imigranci idący od granicy ze Słowacją.

- Po weryfikacji informacji z funkcjonariuszami odpowiedzialnymi za ochronę tego odcinka naszej granicy, którzy pojechali we wskazany rejon okazało się, że był to fałszywy alarm - poinformowała mjr Elżbieta Pikor.

Rzecznik podkreśliła również, że w związku z obecnie panującą sytuacja, Straż Graniczna cały czas monitoruje nie tylko granice zewnętrze.

- Każdy sygnał docierający do nas traktujemy poważnie, nie lekceważymy i sprawdzamy. W tym przypadku zgłoszenie, na szczęście, nie potwierdziło się - dodała mjr Elżbieta Pikor.

"Imigranci" okazali się pracownikami lokalnej firmy dokonującej melioracji w rejonie pasa drogowego.