Do kin trafił "Thor: Miłość i Grom". Na stołku reżyserskim ponownie usiadł Taika Waititi, który jest odpowiedzialny za poprzedni film o superbohaterze. Nie mogło być inaczej ze względu na ogromny sukces "Thor: Ragnarok", w którym reżyser tchną życie w tę postać.
W tytułowej roli powraca Chris Hemsworth, który wciela się w nordyckiego Boga już ponad 10 lat. Reżyser słynie z bardzo charakterystycznego poczucia humoru, a każdy jego film (lub rola w filmie czy serialu) po brzegi wypchany jest żartami, nie ważne jak drażliwy, czy poważny temat by poruszał. Pije tutaj do jego filmu Jojo Rabbit, który poruszał tematy nazizmu i eksterminacji Żydów, a przy tym był szyty grubą humorystyczną nicią. Dlatego przed seansem filmu byłem pewny, że humor będzie wylewał się z ekranu co chwilę. Nie pomyliłem się. Ale czy każdy żart był dobry?

Nietrafione żarty


Niestety film, pomimo świetnego, bardzo konsekwentnego w myśl zasady przyczynowo skutkowej, scenariusza, w wielu momentach nie trafił z żartami. Szarżował od wybitnie nietrafionych gagów do tych, po których można by się kręcić po ziemi ze śmiechu. Wiele żartów zamiast rozśmieszać wywoływało fale cringeu.

Głównym wątkiem filmu była relacja tytułowego Thora z The Mighty Thor, w którą wcieliła się Natalie Portman. Wątek został poprowadzony bardzo zgrabnie i z wyczuciem chwili. Dobrze zarysowany wątek Jane i moment, w którym (i dlaczego) zyskuje moce oryginalnego Thora pomaga zrozumieć jej tragedię oraz momentami niechęć do wyznania prawdy Odinsonowi. Reżyser akurat w tym przypadku sprawnie operował opowieścią, dzięki czemu dostajemy jeden z najlepszych miłosnych wątków spośród wszystkich filmów, które zostały stworzone w ramach Kinowego Uniwersum Marvela.

Gorr jednym z najlepszych złoczyńców Marvela


Na pochwałę zasługuje również złoczyńca filmu. W Gorra Rzeźnika Bogów wcielił się Christian Bale, który bardzo sprawnie poradził sobie z rolą. Jeśli chodzi o grę aktorską to chyba nikt nie miał wątpliwości, że aktor tej klasy wypadnie świetnie i tak właśnie było.

Film zaczyna się od zarysowania jego postaci. Ukazuje jego ból, cierpienie, tragedię po stracie dziecka ale przede wszystkim kryzys wiary, a następnie zawód na Bogu, w którego wierzył. Co później przerodziło się w chęć wymordowania wszystkich Bogów.
Natomiast w dalszej części filmu jest go zdecydowanie za mało. Pomimo dobrego zarysowania jego historii na początku, słabo się ona rozwija. Reżyser zostawia nas z wieloma niedopowiedzeniami i zmusza abyśmy domyślali się o co tak naprawdę przez większość filmu, Gorrowi chodzi. Kilka dodatkowych scen, które ukazały by jego działania oraz przemyślenia, na pewno pozwoliłyby lepiej go poznać. Cieszę się natomiast jak został jego wątek zamknięty. Nie chciałbym spoilerować dlatego dodam tylko, że tak jak reżyser zapowiadał przed premierą filmu (oraz pomimo moich kilku zastrzeżeń) Gorr jest jednym z najlepszych złoczyńców Marvela.

Thor: Miłość i Grom
Fot. marvel.com


Błędy w filmie


Ale film nie jest wolny od ogromnych błędów. Drugoplanowe postacie, które pojawiły się po raz pierwszy w poprzedniej części Thora - Korg oraz Valkyrie - są w tym filmie potraktowane po macoszemu. Korg jest w tym filmie tylko po to, żeby rzucać co jakiś czas słabymi żartami i nie przechodzi w tym filmie żadnej drogi. Dobrze wypada tylko w momentach retrospekcji, kiedy jest ich narratorem. Czyli przez 5 minut, dwugodzinnego filmu. Valkyrie ma bardzo słabo zarysowany wątek. Tessa Thompson, która wciela się w rolę, daje z siebie (aktorsko) 100% ale reżyser nie dał jej wystarczająco dużo czasu ekranowego. Uwielbiam tę postać i będę to reżyserowi wypominał przez lata, tym bardziej, że zapowiadał, że wątek jej orientacji będzie istotną częścią filmu. Niestety tak się nie stało dostaliśmy szczątkowe informacje oraz sceny, które nic konkretnego nam nie mówią. Tak jakby reżyser chciał to tylko odhaczyć. Wstydź się Panie Waititi.

Kolejnym problemem filmu są efekty cyfrowe. Zrezygnowano z budowania autentycznych konstrukcji tła na rzecz nowej technologii volume, która w skrócie pozwala wyświetlić na ekranach wokół bohaterów konkretne tła. Jest to forma na pewno szybsza jeśli chodzi o produkcję filmu ale finalny efekt jest dużo gorszy. Był to pierwszy film Marvela z tą technologią wie liczę na to, że w przyszłości zostanie ona wykorzystana lepiej. Bo potencjał na pewno ma.

Muzyka w filmie


Ale wróćmy do pozytywów. Muzyka w filmie na pewno jest kolejnym plusem. Przede wszystkim ścieżka dźwiękowa zawierająca przerobione kawałki Guns'n'Roses. Każda scena, w której utwory zespołu grają w tle jest epicka.
Czy Thor: Miłość i Grom to udany film? Tak. Czy jest wolny od błędów? Nie. Swoje za kamerami ma i trzeba o tym wspominać. Nie zmienia to jednak faktu, że podczas seansu, bawiłem się świetnie.

Zobacz zwiastun:

Nikt jeszcze nie skomentował. Bądź pierwszy!

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. terazKrosno.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.